17.01.2015

1. Wolność słowa.


"Zakazać wolności słowa"
  Wolność słowa pozala obywatelom krytykować nieudolność rządu, informować o nadużycich wszelkich instytucji i walczyć z niesprawiedliwością. Żadna forma wyrażania tej wolności nie może być nazywana przestępstwem (oprócz - oczywiście - przemocy /terroru) . Wolności słowa nie można ograniczać, a już w żadnym wypadku zezwalać na konstruowanie nowych paragrafów w kodeksie karnym, które zamnkęły by usta jednym, by chronić interesy innych. Ludzka wrażliwość jest różna - dziś obrazą będzie faktycznie wulgarny akt wandalizmu, a jutro... są tacy, którzy chcą kary śmierci za opublikowanie czyjejś karykatury. Dyskutując z moją przyjaciółką o ograniczeniu wolności słowa na rzecz ochrony świętości: religijnych, ideologicznych itd., rezolutnie odpowiedziała: "To równia pochyła. Każdy i zawsze będzie domagał się więcej". Takiej prawdziwej wolności będą bać się tylko słabi - w państwie, w którym panuje wolność słowa, mamy prawo publicznie i wszelkimi argumentami bronić swojego stanowiska czy poglądów. Ci, których to przeraża, najwyraźniej są zdania, że ich poglądy musi otaczać protekcja państwa, bo te nie są w stanie obronić się same...
    Ci natomiast, którzy chcą procesu karnego za publiczne podarcie Biblii, koranu czy innej, religijnej księgi najwidoczniej tym księgom nie zawierzają. Ufam, że Kościół potrafi obronić się własną postawą i mógłby skompromitować m.in. Nergala pokazując, że działanie w zgodzie z Pismem Świętym może przynosić dobro oraz że podarcie Biblii jest negowaniem tego dobra. Kto będzie popierał człowieka, który je niszczy? Nikt rozsądny. Jeśli przyklaskują mu wykolejeńcy - im i tak już nic nie pomoże...  W wolnym Kraju wolno też publicznie spalić płyty Nergala, konstruktywnie wyjaśniając, dlaczego się to zrobiło. Obawy muzułmanów natomiast jakoś mnie nie dziwią - im ciężej będzie udowodnić jakąkolwiek wspaniałomyślność...
    Żyjemy w Europie, gdzie niższe prawa (wolności sumienia, wyznania) chcą znieść te wyższe (godności ludzkiej i człowieczeństwa). "Wyznanie" czy "sumienie"  zaczynają być ważniejsze niż godność i człowieczeństwo, które już dzisiaj, na Zachodzie, odbiera się zmuszczając do  małżeństwa, religijnie okaleczając ciała nieświadomych dzieci, nawołując do dyskryminacji innowierców i niewierzących (dotyczy to przede wszystkim muzułmanów...) itd. Próbuje się wreszcie walczyć z wolnością zgromadzeń, bo te mogą urazić czyjeś sumienie bądź wyznanie [edycja z 22.01.2015 r.: potwierdzeniem powyższego stwierdzenia jest informacja podana 18.01.2015 r. przez BBC News, a więc dzień po publikacji tego posta - manifestacja PEGIDy została odwołana w obawie przed atakami... wciąż macie wątpliwości?] . Faktem są wyroki, gdzie Sąd orzeka złagodzenie kary w przypadku zabójstw "honorowych", tłumacząc to wolnością wyznania i kulturowego "sumienia". To nie jest wolność. Gdyby ona istniała nie byłoby "honorowych" zabójstw w Europie - Europejczycy od dawna krytykują ekspansję islamu, za co nakłada im się kary lub zwalnia z zajmowanych stanowisk. Czy mamy wolność? Nie - politpoprawność, strach i interesy mniejszości. Kto się boi wolności? Politpoprawni, przestraszeni i ci, których interesom jej brak służy.
     Nie muszę chyba wspominać, że nawoływanie do mordowania czy znęcania się nad kimkolwiek nie jest wolnością słowa - to przestępstwo.
     Jak wygląda sytuacja w Polsce? Poza obrazą uczuć religijnych mamy również procesy (karne!) dotyczące znieważenia reprezentantów polskiej władzy. I o tyle, o ile rozumiem przedstawienie zarzutów osobom publikującym treści sugerujące "odstrzelenie": księży, prezydenta i innych, o tyle nie rozumiem już zarzutów za krytykę wyżej wymienionych.
     Oczywiście - mogą pojawić się nadużycia. Każde zniesławienie, naruszenie czci itd. jest i powinno być możliwe do rozstrzygnięcia na drodze cywilno-prawnej. Wierzę, że nie muszę rozwijać tej myśli - wierzę w zdrowy rozsądek Czytelniczek i Czytelników..
    W najbliższym czasie podejmiemy akcje, zmierzające do ochrony jednej z niekwestionowanych wartości zachodnich cywilizacji... Niedługo.

(P.S. z 18 stycznia 2015 r.) Ręczę Państwu, że do połowy 2015 roku w Europie odbędzie kolejny, krwawy zamach islamistów. Miałam to napisać jeszcze w grudniu 2014 r.  - uczciwie jednak nie edytuję poprzednich wpisów. Jeśli europejsike rządy nie zaostrzą polityki imigracyjnej oraz kar za wzywanie (przez ich "obywateli") do wybicia "niewiernych" - jestem gotowa przyjmować zakłady 10:1, że do końca czerwca 2015 r. owi "obywatele" Europy, krzycząc: allah akbar zastrzelą, wysadzą, obetną głowy niewinnych ludzi. Oczywiście tutaj - w "wolnej" Europie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz